Są kroki mniej i bardziej ważne w procesie powstawania dobrego materiału dziennikarskiego. To, w jaki sposób organizujemy sobie pracę zależy od nas (a przynajmniej tak być powinno). Czy poświęcimy więcej czasu na zbieranie materiału, czy na rozmowy, czy na tworzenie relacji, artykułu itp. Zresztą największą zmorą jest ów czas, a ściślej jego brak. Tym bardziej ta nasza organizacja jest istotna. Niemniej jednak, żeby materiał był dobry nie można zapomnieć o żadnym z elementów.
Oczywiście wszyscy na pewno znają słynne powiedzenie, że nic tak dobrze nie sprzedaje gazety, jak trup na pierwszej stronie. Może jednak, zanim zaczniemy biegać po ulicy z nożem kuchennym, zwróćmy uwagę na techniczną stronę artykułów. Jesteśmy już w tym momencie na etapie, że tak powiem, twórczym. Wszystkie odpowiednie materiały są zebrane, włączamy komputer i zabieramy się za prezentację. Oczywiście przyjmujemy wersję optymistyczną, czyli nikt nas nie goni, nikt nie wydzwania, nie popędza. Udało nam się zebrać maksimum informacji o tym, o czym chcemy pisać, popijamy kawę i jesteśmy rozluźnieni. (hm..wersja bardzo optymistyczna…).
No i właśnie czy zaczynamy od tytułu? W zasadzie pytanie czysto teoretyczne, bo odpowiedzi jednoznacznej nie ma. Co się zresztą odnosi do większości ?zasad? dziennikarskich. Czasami nie mamy z tym problemu i od razu wpada nam do głowy dobry pomysł na tytuł. Bywa jednak, że wysilamy się i nic godnego uwagi nie powstaje. Nie pozostaje nic innego jak po prostu dać sobie na razie spokój. Zawsze można dopisać. Niektórzy nawet nie próbują na początku o tym myśleć, zaczynają pisać, a potem tytuł ?sam się pisze?. Ważne jest, żeby mieć jakąś koncepcję tego, o czym piszemy. Wiedzieć, od której strony ?ugryziemy? nasz temat. Artykuł musi się potem dobrze czytać. Dlatego obojętnie jaką formą się posłużymy, musimy sensownie prowadzić czytelnika zdanie po zdaniu do tego, co uważamy za najważniejsze. Ponieważ, jeżeli chodzi o publicystykę, zawsze przedstawiamy jakiś nasz punkt widzenia. Przedstawiamy naszą opinię na dane zagadnienie i choć jest ona subiektywna, nie może być fałszywa. To chyba oczywiste.
No, ale przyjmijmy, że udało nam się napisać świetny, ciekawy i porywający artykuł. Rozpiera nas duma i jesteśmy przekonani, że każdy na pewno z zainteresowaniem przeczyta naszą wypowiedź. Z uśmiechem przesyłamy tekst do redakcji i wyłączamy komputer. Tylko czy o czymś nie zapomnieliśmy? Może się mylę, ale jestem przekonana, że wiele ciekawych, krótkich i długich artykułów pozostaje nie zauważonych. Dlaczego, bo zabrakło tego, co na wstępie zachęca do czytania ? owego tytułu. Pisałam, że nie trzeba od tego zaczynać, ale nie można tego pominąć. Otwieramy pierwszą lepszą gazetę i kartkujemy. Na czym (oprócz zdjęć oczywiście) zatrzymuje się nasz wzrok? Wiadomo, na tytułach. To jest pewna sztuka, żeby wymyślić taki, który nas od razu zachęci do czytania. Tu w zasadzie liczy się pewien pomysł, coś jak przy tworzeniu haseł reklamowych. Nasz artykuł jest, że tak brzydko powiem ? produktem, który chcemy przedstawić jak najszerszej rzeszy odbiorców. Wiem, że to porównanie nikomu się nie spodoba, ale chcę tu możliwe dobitnie zobrazować na czym polega moc tytułu. Musi on w pewnym sensie ująć całą istotę artykułu. Krótko, zwięźle i na temat, jak to się mówi. Ironiczny, śmieszny, zagadkowy, zaskakujący. Na pewno spotkaliście się z takimi tytułami, po których czytaliście z ciekawością cały tekst, chociaż okazało się, że skojarzenie było inne. Tu zdarzają się czasami nawet zarzuty pod adresem autorów o manipulację. Dlatego mówię, że jest to sztuka, bo łatwo jest wymyślić coś chwytliwego, ale w konfrontacji z całym tekstem okazuje się, że nie ma tu nic ciekawego. To na dłuższą metę nie zdaje egzaminu, bo po pierwsze czytelnik nie musi doczytać do końca tekstu, po drugie, następnym razem już się nie da ?na nas? nabrać.
Warto więc stworzyć jedną, dobrą kompozycję tekstu i tytułu. Kiedy byłam na studiach miałam zajęcia warsztatowe z publicystyki społ.-polit., gdzie m.in. pisaliśmy komentarze. Pamiętam, że zawsze moje tytuły był tym, co się wyróżniało. Sam tekst zawsze miał jakieś większe lub mniejsze błędy, ale tytuł był trafieniem w dziesiątkę. I pewnego razu tak się skupiłam na tym, żeby tym razem tekst był jak najlepszy, że tytuł stał się sprawą drugorzędną. Pierwsze co usłyszałam od redaktora, to fakt, że bardzo się zawiódł ponieważ nie spodziewał się po mnie tak banalnego tytułu. Co za tym idzie, całość legła w gruzach.
Warto o tym pamiętać, zwłaszcza przy długich tekstach. No oczywiście nie muszę chyba dodawać, że tutaj też istotne są dobre śródtytuły. Niestety nie mogę napisać dokładnie co to znaczy ?dobry? i jak to zrobić. Tak, jak nikt nikomu nie powie dokładnie jak dobrze pisać, prawda? Ale można, a nawet trzeba obserwować jak to robią najlepsi. Co zresztą sama robię także na pewno znajdę coś ciekawego, aby akurat tę moją dygresję o tytułach jakoś zilustrować.
Także cdn.